Wirówka moralna

Franciszek Kucharczak
źródło: Gość Niedzielny, artykuł z numeru 44/2009 01-11-2009

Myśl wyrachowana: Ciekawe, że wrogowie stałego gruntu każą spływać innym

Centrum Badania Opinii Społecznej przeprowadziło sondaż, z którego wynika, że 48 proc. Polaków popiera skracanie życia nieuleczalnie chorych, a tylko 39 proc. temu się sprzeciwia. Znaczy to, że w ciągu 4 lat przybyło 13 proc. zwolenników eutanazji. Tuż po ogłoszeniu wyników sondażu jeden z popularnych portali informacyjnych notatkę o tym zatytułował: „Sondaż, który zaniepokoi Kościół”. Bardzo znamienne sformułowanie. Cały świat może popaść w dowolne szaleństwo, ale tylko Kościół ma powody tym się niepokoić. Nieomal słychać pełen satysfakcji rechot wnuczków, którzy z odmrożonymi uszami chełpią się: „Stan moich uszu zaniepokoi babcię!”.

Gdybyż chodziło tylko o uszy – ale tu idzie o całego człowieka, a zwłaszcza o stan jego duszy (o, zrymowało mi się). Czego się dziś nie robi, żeby tylko zademonstrować, gdzie i jak głęboko ma się zasady, dzięki którym ludzkość w ogóle funkcjonuje. Nikt jeszcze dotąd nie kwestionował tego, co my zakwestionujemy! Ale będziecie mieli miny, gdy zobaczycie, jak pięknie potrafimy uciąć gałąź, na której siedzimy! Jest coś takiego w człowieku, że dla zrzucenia naturalnych zobowiązań z lubością zakłada sobie grube więzy wynaturzeń i daje się zakuć w najcięższe kajdany zniewoleń. I jeszcze twierdzi, że to jest właśnie wolność. Popatrzcie na tych facetów, którzy w imię „wolności” zostawili rodzinę i teraz mają na utrzymaniu dwie rodziny. Łzy zdradzonych żon, alimenty, awantury o dzieci. Jejku, jaka wolność. A najfajniejsze, że proboszcz nie będzie zadowolony. Ale radość.

Co to znaczy, że zgoda połowy narodu na eutanazję ma zaniepokoić Kościół? A nikogo innego już nie? Czy bezwzględny szacunek dla życia człowieka to tylko interes wierzących w Chrystusa? Kościół broni życia ludzi od poczęcia do naturalnej śmierci, upomina się o trwałość małżeństw, o jedność rodzin, sprzeciwia się wszystkiemu, co szkodzi człowiekowi i popiera wszystko, co mu służy. To przecież nasz wspólny interes, również wierzących inaczej, również ateistów. Kto wyszedł źle na tym, że wytrwał w wierności małżonkowi aż do śmierci? Komu nie posłużyło to, że rzucił wyzwanie swojemu egoizmowi i dla dobra rodziny poskromił swoje zachcianki? Kto stał się gorszy przez to, że latami pielęgnował obłożnie chorego?
Gdyby Kościół popłynął z prądem samobójczych tendencji ludzkości, rychło zacząłby z tym prądem kręcić się w kółko coraz szybciej i szybciej, po spirali zwężającej się ku środkowi, gdzie tkwi bardzo pociągająca kratka ściekowa. Ale Bóg nie opuścił swojego Kościoła, dlatego jest skałą górującą nad wzburzonym morzem, a nie papierową łódką zdaną na łaskę zmiennych fal społecznych przekonań. Dzięki temu jest jeszcze na tym świecie trwały punkt odniesienia. Jest latarnia morska, która wskazuje drogę. Nie ma przymusu skorzystania z jej światła. Niech się jednak nikt nie dziwi, że Kościół martwi się o tych, którzy mają życzenie źle skończyć. Bo gdy ktoś niepokoi się losem wirujących ludzi, to naprawdę nie znaczy, że lubi im przeszkadzać w tańcu.

Reklamy