Wygrany zmarnowany

Franciszek Kucharczak
źródło: Gość Niedzielny, artykuł z numeru 04/2010 31-01-2010

Myśl wyrachowana: Człowiek jest jak chleb – marnuje się, gdy nikomu nie służy.

Rok temu w radiowej jedynce gościła zakonnica zajmująca się prostytutkami. Prowadzący rozmowę redaktor był zaskoczony jej temperamentem. – Siostra naprawdę jest zakonnicą? – zdziwił się. – Nie. Jestem za motoryzacją – odpaliła. Panuje powszechne przekonanie, że zakonnice są smutnymi i anemicznymi bytami, których – w odróżnieniu od kominiarzy – lepiej nie spotykać z rana, bo będzie nieszczęście. Jeśli ktoś osobiście zna jakąś zakonnicę, to zazwyczaj nie pasuje mu ona do tego wzorca, co tłumaczy sobie tym, że to widać wyjątek. Jest w tym coś racji, bo zakonnice są wyjątkowe – zostały „wyjęte” z tłumu przez Jezusa. Tego rodzaju wyjątkowości ludzie z reguły nie rozumieją. – Moja córka idzie do zakonuuu! – zalewał się łzami pan Rysiu, sąsiad znajomego księdza. – Powiedziała panu? – zainteresował się duchowny. – Nie, ale widziałem świadectwo: same trójki, a z religii piątkaaaa! – zawył.
To dość typowe. Gdy córka wybiera życie konsekrowane, rodzice często, zamiast na kolanach dziękować Bogu za zaszczyt, jaki ich spotkał, dostają histerii. Bo dziś duch tolerancji straszy rodziców, że muszą przyjąć pod swój dach „przyjaciela” córki, a może nawet i „przyjaciółkę”. Mają pochwalać każdy grzech, który popełni dziecko, ale biada, gdy pójdzie za głosem Boga. Bo dziecko może być z kimkolwiek, byle nie z Jezusem.

„Taka fajna dziewczyna się marnuje” – usłyszałem kiedyś pod adresem zakonnej nowicjuszki. A przepraszam – kiedy by się nie marnowała? Gdyby poszła w imprezy, w modelki, w dyrektory? Albo nawet gdyby i wyszła za mąż? Skąd pewność, że wtedy jej życie potoczy się według scenariusza rodziców? W takich razach okazuje się, czy dla rodziców dziecko to autonomiczny człowiek, czy też hodowali w nim siebie samych wydanie drugie, poprawione. Pamiętam, jaką awanturę zrobiła matka znajomej dziewczynie, gdy ta szła do zakonu. Rozpacz, rwanie włosów, wybieranie się do psychiatryka. Na szczęście córka się nie ugięła. Po roku jej matka sama powiedziała mi: „Byłam przeciwna, ale teraz widzę że ona w zakonie ma właściwie wszystko, czego dla niej chciałam”.

Ale nie tylko ona tam coś „ma”. My też mamy. Osoby konsekrowane są nieuświadomionym, ogromnym dobrem społecznym. Ładnie byśmy wszyscy wyglądali bez modlitw i zaangażowania tych dzielnych kobiet, które odważyły się zaufać Jezusowi i stawiły czoła dyktatowi tego świata. Gdy diabeł podsuwa bezpieczną płyciznę, one bezczelnie rzucają się na głęboką wodę. Bo to dziś prawdziwa bezczelność wybierać czystość, gdy 20 procent zasobów internetu to pornografia. Bezczelnością jest wybrać ubóstwo, gdy człowiek o tyle coś znaczy, o ile jest konsumentem. A już skrajną bezczelnością jest poddać się posłuszeństwu, gdy największym obowiązkiem jest robić to, na co się ma ochotę. Nieżyjąca już karmelitanka Immakulata Adamska mówiła: „Trzeba oddać Bogu swoje małe życie”. Małe życie – ciekawe. Ludziom się wydaje, że wybierając Boga, nie wiadomo co ofiarują, a potem okazuje się, że nic nie stracili, lecz wszystko zyskali. Bo człowiek nigdy się nie marnuje, gdy wybiera zgodnie z wolą Bożą. W przeciwnym razie marnuje się zawsze.

Reklamy